środa, 19 września 2012
Jak uwierzyć w siebie?
Tak bardzo pragnę być lepsza, że gotowa jestem zmieniać się dla ludzi, którzy na to nie zasłużyli… O czym ja mówię… Ne ważne czy ktoś na to zasługuje czy nie. Przecież chęć zmiany powinna wynikać z naszej własnej wewnętrznej potrzeby. Dlaczego więc jest inaczej? Czy akceptacja przez społeczeństwo jest aż tak istotna? Nie wiem… ale poniekąd bardzo liczę się ze zdaniem innych. Chyba aż za bardzo. Jak uwierzyć w siebie? Co musiałabym zrobić by poznać swoją wartość? Próbuje codziennie odpowiedzieć sobie na to pytanie. Słyszę jednak głuchą ciszę.
Kiedy kilka dni temu po wielu miesiącach rozłąki mogłam się z nią zobaczyć, poczułam ogromną radość w sercu. W powietrzu unosił się zapach wanilii i szarlotki… Kawa smakowała jakby lepiej… Słońce świeciło mocniej niż zwykle… Wskazówki zegara stanęły w miejscu. Dla takich chwil warto żyć. Uświadomiłam sobie, że czegoś mi brakuje. Coś mi uciekło w życiu. Chciałabym jeszcze tak stanąć przed kryształową taflą luster i dać się ponieść emocjom w rytm melodii… Kiedyś tak bardzo wyczekiwałam tych dni. Dzwonek oznajmiał, że to już koniec lekcji, a jednocześnie początek cudownej przygody. Wychodziłam ze szkoły opatulona w szalik, a ciepłe rękawiczki i tak nigdy nie były w stanie rozgrzać moich rąk… Mróz szczypał w nos i w uszy, a ja biegłam na autobus. Płatki śniegu tańczyły w powietrzu, a ja wiedziałam, że zaraz zatańczę tak jak one. To nie była zwykła nauka… To był cudowny czas. Wiedziałam, że możemy o wszystkim porozmawiać, a po każdym naszym spotkaniu byłam bogatsza o nowe doświadczenia. I ta jedna piękna melodia pianina, której nie mogę sobie przypomnieć… Nie mogę, a pamiętam, że łzy napływały mi do oczu, gdy ją słyszałam. Była przejmująca, a jednocześnie tak lekka. Niosła ze sobą tak wiele emocji. Tyle uczuć w sercu i obrazów pod powiekami. Nie mogę uwierzyć, że pozostały nam już tylko wspomnienia z tych dni...
Tak długo się bałam...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz