wtorek, 25 września 2012

By każdy był szczęśliwy...



Kolejny dzień w nowym miejscu, kolejne problemy. Teraz dopiero dostrzegam jak cudownie jest w domu. Własny pokój, zawsze uzupełniona lodówka, przyjazne otoczenie. A tutaj? Nie mój pokój, dokoła lasy, które mnie przytłaczają, uczelnia przeraża swym ogromem i człowiek zastanawia się ile dzisiaj może przeznaczyć na jedzenie, żeby starczyło do przysłowiowego „pierwszego”. Jedyne co dodaje mi sił, to że nie tylko ja mam takie skrajne podejście: jak mi się nie spodoba, wracam do domu. Sądzę, że to może się zdarzyć całkiem szybko, ale na razie nie ma co gdybać. Trzeba rozpocząć naukę. Pocieszające jest to, że mamy do czego wracać. Inaczej wyobrażałam sobie to miasto…  Może to kwestia mojej kontuzji, może podejścia, ale jak na razie odbiega to od moich wcześniejszych wyobrażeń…
Codziennie ktoś pyta jak się dziś czuje… a ja nie czuje nic prócz pustki w sercu. Za dużo rozmyślam. Im więcej myślę, tym bardziej się rozklejam. Uczę się panować nad emocjami, a przyjaciele stawiają mnie do pionu. Ci z którymi mogę, spędzam jak najwięcej czasu, żeby odsunąć od siebie myśli. Dociera do mnie powoli, że to jednak się skończyło i niewiele mogę zrobić w tej kwestii. Nie mogę i chyba nie powinnam siebie obwiniać. Pewna rozmowa pozwoliła mi zrozumieć, że jednak wszystko zależy od człowieka i jego chęci...
„(…) W sumie widziałem to poświęcenie, znaczy zobaczyłem je w odpowiednim momencie i nie mogłem sobie odpowiedzieć: dlaczego ona została kiedy ja miałem najprościej rzecz ujmując "wyjebane".”
Można? Oczywiście, że można. I to jest cudowne, gdy człowiek zauważa, co tak naprawdę jest w życiu najcenniejsze. Bo posiadanie oparcia w ukochanej osobie jest czymś niezwykłym. Zdarzają się czasem nieporozumienia, ale właśnie dlatego tak ważne jest by ze sobą rozmawiać… Można wtedy uzgodnić tak wiele, by każdy był szczęśliwy.
Powinniśmy razem dążyć do jakiegoś określonego celu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz