poniedziałek, 24 września 2012

Dojść do konsensusu...



Żyłam nadzieją przez kilka ostatnich miesięcy, więc kilka kolejnych nie zrobi różnicy… W nocy budziłam się dziesiątki razy. Za każdym razem spoglądałam na telefon czy nie ma tak jakiejś wiadomości od niego. Nie było. Obudziłam się rano, ale wcale nie było lepiej. Kolejne opakowanie chusteczek wyczyszczone do zera.. Później dodatkowy stres, przewożenie rzeczy, nowy  pokój, ludzie… i myśli wracają… Każde pukanie do drzwi, każdy sms… i gdzieś ta ogromna nadzieja… Nadzieja, że za drzwiami zobaczę Jego z uśmiechem na twarzy, a nie współlokatorkę proszącą o herbatę, Nadzieja, że sms od Niego a nie od zawsze pamiętającego o mnie operatora… Ta cała sytuacja może wydawać się dziwna, bo to przecież ja zdecydowałam, by to zakończyć. Jednak nie chciałam robić tego ostatecznie. Myślałam, że to będzie pewien impuls do zmian… Miłość jest chorobą, z której bardzo ciężko się wyleczyć… A związek to jednak mnóstwo kompromisów, na które byłam gotowa przystać. Nigdy nie chciałam, by ktoś rezygnował zupełnie ze swojej pasji, bo mi się to nie podoba. To nie tak. Nikt nie ma prawa ingerować w naszą przestrzeń osobistą. Chciałam tylko by jakikolwiek czas był tylko dla mnie.. właściwie dla nas… Chociaż te pół godziny raz na 2 dni. Pół godziny rozmowy, w której będzie choć odrobina uczucia, którego mi strasznie ostatnio brakowało. Jestem pełna podziwu, gdy ktoś jest w stanie zmienić swoje dotychczasowe życie dla ukochanej osoby. Oczywiście nie całkowicie, ale tak by obojgu było dobrze. By oboje czuli, że są razem, ale każde z nich ma też swoją prywatność. Więc dlaczego u nas się to wszystko skończyło… Chyba dlatego, że nie chciałam się już dłużej prosić… Tak ciężko nam się rozmawiało… Chciałam kiedyś tak usiąść w spokoju i po prostu ustalić pewne fakty. Dojść do konsensusu…
 „Tak to mi pasuje, ale chciałabym byś poświęcił mi więcej czasu”
„Dobrze, możemy ustalić, że w tych godzinach robię to, ale zawsze o tej o tej znajdę czas tylko dla Ciebie”
„Chciałabym spotykać się raz na dwa tygodnie”
„W porządku, ale raz przyjeżdżam ja, raz ty”
Czy tak trudno było porozmawiać? Przecież podstawą związku powinna być rozmowa…
Dzisiaj płacąc za pokój, wyjęłam portfel…a tam jego zdjęcia…
Jakie to jest dziwne, że musisz puścić wolno, kogoś kogo kochasz. A ta druga strona nawet nie ma pojęcia co przeżywasz…
Tak bardzo chciałabym go teraz zobaczyć... żeby przyjechał i przytulił mnie tak mocno i powiedział, że wszystko będzie dobrze... Że będziemy szczęśliwi... Tak jak na początku...

Kolejny dzień w nowym miejscu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz