piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział właśnie dobiegł końca.


Płaczę, bo nie radzę sobie z ciężarem doświadczeń… Brak mi motywacji by poukładać swoje życie. Zarówno osobiste jak i te codzienne. Brakuje mi sił do nauki, nie potrafię się na niczym skupić. Kiedyś robiłam wszystko by być najlepsza. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś może pójść nie tak jak to sobie założyłam. Ludzie mówili- odpuść. Odpuściłam. Ale chyba za bardzo. Dzisiaj nie obchodzi mnie nic. Odczuwam tego konsekwencje każdego dnia. Być może już niedługo moje życie na nowo wywróci się do góry nogami. Może będę musiała wrócić do punktu wyjścia, a może zacząć wszystko zupełnie od nowa? Składa się na to wiele czynników, których jestem świadoma.
Ty też zostawiłeś skazę na mojej psychice. Jesteś jedną z niewielu osób, które uważam za cholernie nieprzewidywalne. Nic nie wskazywało, że to się tak potoczy, a jednak. Nie chcę zadawać pytań, choć wiem, że zasługuję na wyjaśnienie. Dziś to nie ważne. Nie można prosić się o czyjeś zainteresowanie, nie można! Nigdy nie wolno zmuszać ludzi do czegoś, nie wolno! Miałabym wyrzuty sumienia, że robisz coś na siłę, tylko po to by nie było mi przykro. Przecież nie o to chodzi. Jeżeli chciałbyś się ze mną zobaczyć, zrobiłbyś wszystko by tak się stało. Ja zrobiłam wszystko. Nie mam sobie nic do zarzucenia, więc z czystym sumieniem po prostu muszę odpuścić. Mimo wszystko dziękuję za kilka wspaniałych chwil i niezapomnianych wieczorów. Ten rozdział właśnie dobiegł końca.
Skończyło się jedno, wróciło drugie... Coraz intensywniej nie dają mi spokoju pewne myśli. To już obsesja, która trwa od września. Potem starałam się czymś zająć, spotykałam się z różnymi osobami by poniekąd wyleczyć się z obsesyjnych myśli o Tobie. Ale nie potrafię. Wiem, że jesteś poza moim zasięgiem i chyba właśnie to mnie pociąga. Jedyne co mi pozostało to spoglądanie ukradkiem w Twoje błękitne oczy. Myślę jak się odezwać, co zrobić byś mnie zauważył… Boję się zrobić pierwszy krok, to całkiem logiczne. Boimy się reakcji drugiej osoby, boimy się odrzucenia. Nie znam Cię, a mam wrażenie jakbym znała Cię od zawsze. Układam w głowie masę historii, multum możliwości i nieopisaną liczbę sytuacji, w których odgrywasz główną rolę. Wydajesz mi się całkiem bliski, choć nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Gdybyś chociaż uśmiechnął się w moją stronę, byłabym w niebie. Ale życie nauczyło, że trzeba twardo stąpać po ziemi…

czwartek, 3 stycznia 2013

Jesteśmy tyranami własnej psychiki...


Szukajmy gdzie indziej, bo tutaj nie odnajdziemy szczęścia. Nie umiem kochać, wiesz dlaczego? Bo ludzie z tego kraju mają przerażającą mentalność. Brakuje mi tu spontanicznych, roześmianych osób, odrobiny romantyzmu na tle niegrzecznego kawałka nieba. Iskry w oku, nadziei i wiary w lepsze jutro. To nie tu. Czuje, że moje szczęście jest setki kilometrów stąd i niczego tak nie pragnę jak zrządzenia losu i możliwości wyjazdu w nieznane. Tak wielu osobom się udało .Wielu osobom z mojego bliskiego otoczenia. Są szczęśliwi choć różni ich kolor skóry, kultura czy religia. Jestem naiwna bo wydaje mi się, że wszędzie żyje się w bajce, tylko nie tu. Jednocześnie krzywdzę siebie, bo boję się podjąć ryzyko. Co z Tego, że co tydzień topie się w głębi błękitnych oczu, co z tego skoro nigdy nie będę mogła po prostu zatonąć. Jesteśmy tyranami własnej psychiki, ludźmi bez serc, dusz i skrupułów. Zabijamy uczucia w sobie dla czystej satysfakcji, nie zważając przy tym na uczucia innych. Stajemy się zimni i obojętni na ludzką krzywdę. Przede wszystkim na krzywdę w obrębie psychiki. Nie obchodzi nas nic. Doświadczamy bólu i przelewamy jego skutki na innych. W ten sposób powoli całe społeczeństwo uodparnia się na to otaczające zło. Ja już dawno zgubiłam swój azymut. Idę, choć zupełnie nie wiem dokąd. Mówię, choć zupełnie nie wiem do kogo. Śmieję się, lecz ile można śmiać się na siłę. Stojąc przed lustrem rozmawiam z odbiciem, wytykam sobie błędy, jednocześnie szukając usprawiedliwienia. Płaczę, bo nie radzę sobie z ciężarem doświadczeń…

czwartek, 27 grudnia 2012

Szukajmy gdzie indziej


Nie ma tam Ciebie… Sprawdziłam dokładnie każdy zakamarek. Zniknąłeś. Czy to możliwe? Kładę się w miękkiej pościeli, jak dziecko tule misia, zamykam oczy… Pod powiekami mam tysiące obrazów, chwil, momentów. Są jak klatki filmu, które śledzę kolejno, jedna za drugą. Wiesz w czym tkwi problem? Nie ma tam szczęścia, uśmiech pojawia się zbyt rzadko, dominuje zamyślenie. Sadzę, że oboje wiemy w czym tkwi problem. Oczywiście, że chcieliśmy być szczęśliwi, ale oboje mamy świadomość, że to niemożliwe. Nie tu, nie teraz, nie my. Czujemy to samo, ale udajemy jakąś inną rzeczywistość. To co jest między nami przypomina raczej świeczkę na wietrze. Raz płomień przechyla się w moją stronę, raz w Twoją, a tylko kwestią czasu jest kiedy zgaśnie. Pozytywnym aspektem tej sytuacji jest fakt, że nie będzie bolało. Nie będzie, bo niewiele o sobie wiemy. Nie znamy się. Przyzwyczajenie? Nie tym razem. Między nami utworzył się jakiś wyimaginowany dystans. Dzieli nas to czego nie ma, a przepaść z dnia na dzień się powiększa. To nie wróży nic dobrego. Chociaż… To chyba właśnie najlepsze z możliwych rozwiązań. Zakończmy to, co nie zdążyło się rozpocząć. Proszę… Szukajmy gdzie indziej.

wtorek, 25 grudnia 2012

Życie to nie teatr


Tsunami jest nieprzewidywalne.  Jest jak Ty… Przez tydzień nie dajesz znaków życia, prosisz bym się nie gniewała. Gniew to ostatnie uczucie jakie mi towarzyszy. Niepewność. To ona niszczy mnie od środka i sprawia, że głowę zaprzątam sobie domysłami. Może mnie oszukujesz, może się dobrze bawisz, a może coś się stało. Mam się martwić czy prosić o wyjaśnienie? Koniec. Chcesz bym była drewnianą marionetką? Chcesz bawić się w Boga i pociągać za sznurki? Życie to nie teatr. Tutaj nie ma scenariusza. Tutaj każda decyzja ma znaczenie i każda przyniesie inny skutek. Nie pozwolę Ci mną kierować, a już na pewno nie pozwolę Ci się mną bawić. Myślisz, że znowu wystawisz mnie na próbę, a jak się odezwiesz to przylecę z otwartymi ramionami? Nie. Nie jestem dziewczynką na Twoje zawołanie, nie byłam i nie będę. Przyzwyczaj się. Wiesz… w sumie możemy zostawić to tak jak jest. Nie byłoby mi specjalnie szkoda. Wydaje Ci się, że jesteś kimś wyjątkowym, bo zwróciłam na Ciebie uwagę? Owszem przez chwilę wydawałeś się wyjątkowy. Teraz jesteś po prostu dla mnie zagadką. I wiesz co? Zwykle w takich sytuacjach chciałabym tę zagadkę rozwiązać., ale jakoś nie tym razem. Zraziłeś mnie do siebie. Krok po kroku przemierzam korytarz moich problemów. Nie ma tam Ciebie.

niedziela, 23 grudnia 2012

Tsunami


Czuję, że to dopiero początek tego co mnie czeka… A czeka mnie coś niedobrego. Jako ludzie jesteśmy zlepkiem nerwów i ucieleśnieniem cudów. Dajemy ludziom nadzieję, jednocześnie odbierając wiarę w istnienie dobra. Egoiści, hipokryci, idioci- tacy właśnie jesteśmy. Nie Ty, nie oni… MY. Nie jestem nikim lepszym. Nie mam też zamiaru się usprawiedliwiać. Pragnęłam szczęścia i je dostałam. Nic nie trwa wiecznie, prawo fortuny. Powtórzę to kolejny raz, ale jedną z najgorszych rzeczy, która niszczy mnie od środka są domysły i nieustanne pytanie: „dlaczego?”. Spędzasz z kimś cudowne godziny, w tle ulubiona muzyka. Mróz na zewnątrz, ale to nic. Bo nic z tak przyziemnych spraw w tym momencie nie ma znaczenia. Usta błądzące po Twojej szyi, ciepły oddech, zapach perfum, unoszący się w powietrzu. Czujesz się przede wszystkim bezpiecznie. Wtulasz się w ramiona, które wydają się być dopasowane idealnie do Ciebie, dłonie delikatnie głaszczą Cię po policzku. Nic nie zapowiada zmian, no może prócz zegarka, który nieustannie przypomina, że zaraz trzeba będzie wrócić do siebie- zmiany konieczne. Te mentalne powinny pozostać w nienaruszonym stanie. Ale tsunami przychodzi niespodziewanie. Nie pyta, czy ludzie mają na nie ochotę. Pojawia się nagle i szybko przynosi katastrofalne skutki. Jest źródłem zniszczenia i ogólnej paniki. Gdy w końcu ofiary starają się rozpocząć nowe życie, po stracie bliskich i majątku towarzyszy im lęk. Lęk przed tym, że to się może powtórzyć. Tsunami jest nieprzewidywalne.  Jest jak Ty…

niedziela, 2 grudnia 2012

To dopiero początek...


Tworzymy własną legendę… Minuta za minutą, godzina za godziną, dzień za dniem… Nie ma dwóch takich samych spojrzeń, dwóch takich samych pocałunków, nie ma… Wszystko to jest historią, pozostaje po nas, w naszej pamięci. Przypominamy sobie wszystkie cudowne momenty, chcemy zapomnieć o tym co złe. Ale przeszłości nie da się zmienić… Nawet jeśli bardzo czegoś żałujemy, nawet jeżeli jesteśmy pewni, że drugi raz byśmy tak nie postąpili, to przeszłości nie da się zmienić. Dlatego tak ważne jest by brać odpowiedzialność za to co jest tu i teraz. Nie zawsze jest to możliwe. Usprawiedliwiamy się chęcią zapomnienia, chęcią zrobienia czegoś głupiego, często w grę wchodzi alkohol. Chcemy zwyczajnie wyskoczyć. Pokazać sobie i innym, że nie jesteśmy idealni, ale grunt to zachować umiar.
Codziennie zadaje sobie pytanie czy czegoś żałuję. I ponownie stwierdzam, że nie żałuję niczego. W ciągu tych dwóch miesięcy wydarzyło się tak wiele… I tak wiele ciągle się dzieje. Choć dzień do dnia podobny. Są takie momenty, niby nic nie znaczące chwile, które powodują, że serce zaczyna bić szybciej. Do tej pory nie mogę uwierzyć we wczorajszy wieczór. Chociaż… nie. Może to nie było nic wyjątkowego, ale w perspektywie tego co działo się w przeszłości… był to najdziwniejszy wieczór mojego życia. Co Tobą kieruje skoro popadasz ze skrajności w skrajność? Momentami miałam wrażenie, że pomyliły Ci się role. To ja mam się domyślać? Ja mam się prosić, pokazywać, że mi zależy? Hej! Coś tu nie gra. Wiesz? W sumie mogłabym się dobrze zabawić. Bo czuję, że to ja tutaj jestem kapitanem statku. Ale nie zrobię tego. Nie umiem tak perfidnie, świadomie bawić się uczuciami innych. Nawet jeśli komuś złamałam serce to nie byłoby to moim celem. Ot… wypadek przy pracy jak to mówią. Ty już zostałeś ukarany. Mój cel został osiągnięty, trzeba żyć dalej.
Czuję, że to dopiero początek tego co mnie czeka…