niedziela, 23 grudnia 2012
Tsunami
Czuję, że to dopiero początek tego co mnie czeka… A czeka mnie coś niedobrego. Jako ludzie jesteśmy zlepkiem nerwów i ucieleśnieniem cudów. Dajemy ludziom nadzieję, jednocześnie odbierając wiarę w istnienie dobra. Egoiści, hipokryci, idioci- tacy właśnie jesteśmy. Nie Ty, nie oni… MY. Nie jestem nikim lepszym. Nie mam też zamiaru się usprawiedliwiać. Pragnęłam szczęścia i je dostałam. Nic nie trwa wiecznie, prawo fortuny. Powtórzę to kolejny raz, ale jedną z najgorszych rzeczy, która niszczy mnie od środka są domysły i nieustanne pytanie: „dlaczego?”. Spędzasz z kimś cudowne godziny, w tle ulubiona muzyka. Mróz na zewnątrz, ale to nic. Bo nic z tak przyziemnych spraw w tym momencie nie ma znaczenia. Usta błądzące po Twojej szyi, ciepły oddech, zapach perfum, unoszący się w powietrzu. Czujesz się przede wszystkim bezpiecznie. Wtulasz się w ramiona, które wydają się być dopasowane idealnie do Ciebie, dłonie delikatnie głaszczą Cię po policzku. Nic nie zapowiada zmian, no może prócz zegarka, który nieustannie przypomina, że zaraz trzeba będzie wrócić do siebie- zmiany konieczne. Te mentalne powinny pozostać w nienaruszonym stanie. Ale tsunami przychodzi niespodziewanie. Nie pyta, czy ludzie mają na nie ochotę. Pojawia się nagle i szybko przynosi katastrofalne skutki. Jest źródłem zniszczenia i ogólnej paniki. Gdy w końcu ofiary starają się rozpocząć nowe życie, po stracie bliskich i majątku towarzyszy im lęk. Lęk przed tym, że to się może powtórzyć. Tsunami jest nieprzewidywalne. Jest jak Ty…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz