niedziela, 18 listopada 2012

Twój uśmiech, oczy i taniec


Życie w ciągłych domysłach nie jest dobrym rozwiązaniem… Dlatego miałam nadzieję, że cokolwiek się wyjaśni. To dziwne. Tak bardzo chciałam Cię zobaczyć, ale duma nie pozwalała mi się do Ciebie odezwać. Nie musiałam. Pojawiłeś się tam sam, sam z siebie. Gdybym się z Tobą skontaktowała, a Ty i tak miałeś w planach tam przyjść to pomyślałabym, że zrobiłeś to specjalnie dla mnie. Głupota. Znowu miałabym wodę z mózgu. Teraz wiem, że to był przypadek, ale przecież przypadki nie istnieją. Siedziałam bez celu w moim niewielkim pokoju i nagle poczułam potrzebę żeby wyjść. Wyszłam na to mroźne powietrze, które szybko mnie orzeźwiło. Wiedziałam, że to będzie dobry wieczór. Najpierw minęliśmy się bez słowa, udawałam, że Cię nie widzę… Myślałam, że Ty też chcesz trzymać się ode mnie z daleka. Nie minęło kilka minut, jak złapałeś mnie za rękę. Zamieniliśmy kilka nic nieznaczących zdań i każde poszło w swoją stronę. Nie na długo. Wiedziałam, że nie mogę zbliżyć się do Ciebie, bo wtedy odkryłabym karty. Czekałam i doczekałam się. Już po chwili wrócił cały ten klimat sprzed tygodnia. Ta cała magia. Tym razem zupełnie bez alkoholu. Nie potrzebuję go by świetnie się bawić. Tego dnia potrzebowałam tylko Ciebie. Znowu mnie zostawiałeś, ale wracałeś. Widziałam jak patrzysz na mnie, gdy stałeś gdzieś w kącie. Cholera… Twój uśmiech, oczy i taniec. To wszystko ciągle w mojej głowie. Na koniec znowu mnie zostawiłeś. Czekałam chwilę. Przecież obiecałeś, że wrócisz. Wtedy też obiecywałeś, nie wróciłeś. Tym razem nie miałam zamiaru się błaźnić przed Tobą. Wyszłam bez słowa. Zasnęłam, nie wierząc, że to naprawdę się działo. Powoli przyzwyczajam się do myśli, że nasze relacje nigdy nie będą wyglądać inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz